W podsumowaniu minionego roku kilka spraw zasługuje na dokładniejsze omówienie. Po pierwsze nastąpił wyraźny wzrost spożycia mięsa króliczego. Szacuje się, że mamy w Polsce największą dynamikę spożycia tego produktu w Europie. Jeżeli kraje europejskie, z tradycyjnie dużym spożyciem na poziomie ok. 5 – 6 kg na osobę zanotowały nieznaczne spadki spożycia o wielkość średnio 0,2 kg o tyle w Polsce wzrost ten szacunkowo wynosi 0,3kg. Niestety nie jest to wielkość która, mogłaby mieć znaczenie gospodarcze w skali całego kraju. Wzrost spożycia można sobie tłumaczyć większą dostępnością mięsa króliczego i postępującą świadomością konsumentów. W sieciach sklepów wielko powierzchniowych (marketach) w zasadzie w ciągłej sprzedaży znajduje się mięso królicze i pozwala to na wpajanie nowych nawyków żywieniowych. Pomijając przyczyny dla których nastąpił wzrost spożycia mięsa króliczego fakt pozostaje faktem. Przypuszczam, że dużą rolę odegrała tutaj ubojnia w Dębicy, mająca podpisany kontrakt z Siecia sklepów Biedronka. Od jakiegoś czasu w sieci tej w ciągłej sprzedaży znajdują się króliki w cenie ok. 20 – 23 zł za kilogram. Wspomniana ubojnia zaczęła również podpisywać umowy kontraktacyjne z dużymi dostawcami, gwarantując cenę na poziomie 8 zł za kilogram żywca. Z rozmów jakie przeprowadziłem w ubojni wynika, że w roku 2013 cena ta ma wzrosnąć do 8,5 zł za 1 kg. Z kolei dał się zauważyć, zwłaszcza w drugiej połowie roku nieznaczny spadek cen granulatu prawie u wszystkich producentów. Ten ruch cenowy najwyraźniej był widoczny w firmie De Heus, gdzie cena granulatu spadła o ponad 10 groszy na kilogramie. Są to oczywiście dane dotyczące zorganizowanych, i nie ukrywajmy większych, producentów żywca króliczego. Coraz więcej ferm, takich o obsadzie od 50 do 100 samic, pokonując czasami ciernistą drogę przepisów weterynaryjnych, rozpoczyna sprzedaż mięsa króliczego w ramach tzw. Sprzedaży bezpośredniej. W myśl obowiązujących przepisów w ramach takich procedur można sprzedać do 100 sztuk tuszek króliczych w tygodniu. Sprzedaży dokonujemy odbiorcy końcowemu – konsumentowi lub konsumentowi poprzez sklep detaliczny. Nie wolno nam w ramach sprzedaży bezpośredniej sprzedawać królików do hurtowni.
Ten wzrost zainteresowania mięsem króliczym znalazł swoje odbicie w rozwoju drobnych hodowli, prowadzonych na samozaopatrzenie. Po zainteresowaniu kupnem materiału hodowlanego oraz po wzroście sprzedaży niewielkich ilości granulatu, można przypuszczać, że wiele osób powraca do hodowli. Nie koniecznie trzeba kupować mięso w sklepie, można je sobie samemu wyhodować, zwłaszcza, że w wielu domach, na działkach i gospodarstwach wiejskich pozostały klatki z czasów, kiedy „królikarstwo” było bardziej popularne. Konsumenci przypomnieli sobie o smacznym mięsie króliczym dzięki sieciom sklepów a następnie szukając obniżenia kosztów rozpoczęli samodzielną hodowlę. Jest to oczywiście bardzo pozytywny, oprócz poprawy nawyków żywieniowych pozwala na ożywienie hodowli.
Patrząc perspektywicznie można przypuszczać, ze w dalszym ciągu będzie rozwijała się sprzedaż mięsa w supermarketach i będzie ono pochodziło od coraz większych i bardziej specjalistycznych ferm. Z drugiej strony przewiduję zwiększenie podaży niewielkich ilości mięsa króliczego w małych, osiedlowych i wiejskich sklepach mięsnych i mięso to będzie pochodziło od niewielkich dostawców, ramach sprzedaży bezpośredniej. Będzie również rosła ilość małych, sezonowych, hodowli nastawionych na samozaopatrzenie. Ne przewiduję natomiast zwiększania ilości ferm królików rasowych, utrzymywanych jako hobby. Do chwili obecnej działalność taką prowadzili starzy hodowcy i zapaleńcy. Starzy w rozumieniu doświadczeni, nie koniecznie starzy wiekiem. Wprawdzie widać, że fermy królików rasowych, fermy hobbystyczne nie kierujące się rachunkiem ekonomicznym, są coraz ładniejsze i lepiej wyposażone, ale częściej niestety się słyszy o jakiejś likwidacji fermy niż o tym, że nowa ferma powstała.
Reasumując pozwolę sobie wskazać kilka kierunków działania. Po pierwsze jeść jak najwięcej mięsa króliczego i promować jego spożycie. Obrót dużymi partiami towaru pozwoli na stopniowe obniżanie kosztów produkcji i stabilizację cen skupu, bez wahań sezonowych. Produkcja żywca króliczego, wzorem ferm europejskich, może być źródłem dochodu jak każda inna działalność rolnicza. Jeżeli ktoś ma zamiar specjalizować się w hodowli, nic nie stoi na przeszkodzie, aby była to hodowla królików i produkcja żywca króliczego. Całe konieczne wyposażenie jest obecnie łatwo dostępne i nie odbiega jakością (niestety też ceną) od wyposażenia w krajach tradycyjnie zajmujących się tak produkcją. Kolejnym kierunkiem, mającym przyszłość, jest wspomniana sprzedaż bezpośrednia. Nie przyniesie ona takich dochodów jak hodowla oparta o stado złożone z ponad tysiąca samic królików hybrydowych, ale pozwoli na uzyskanie dodatkowego dochodu. Nie wymaga to konieczności posiadania dużych obiektów hodowlanych, wystarczą pomieszczenia dla 50 – 100 samic z młodymi i pomieszczenia do prowadzenia uboju. Od 100 samic w roku można otrzymać i sprzedać około czterech tysięcy młodych. Sprzedając te zwierzęta w formie mięsa uzyskujemy pięć ton mięsa w cenie zbytu przypuśćmy 18 złotych za kilo, chociaż znam przypadki sprzedaży po 20 złotych. Licząc skromnie po 18 zł jest to przychód roczny w wysokości 90 tyś. złotych. Cały problem sprowadza się do minimalizacji kosztów produkcji i organizacji rynków zbytu, ale to są już zagadnienia dotyczące wszystkich gałęzi produkcji. Miłośników królików zachęcam do prowadzenia wyskokowy specjalizowanych ferm królików rasowych, opartych nie więcej niż 3 – 4 rasach. Nie można dobrze prowadzić pracy hodowlanej przy dużej ilości ras, nie starczy czasu na właściwy dobór zwierząt do krzyżowania utrwalającego jakieś cechy lub do krzyżowania wypierającego cechy niewłaściwe. Lepiej być znanym na całą Polskę z faktu posiadania najładniejszych zwierząt jakiejś rasy niż z faktu posiadania dużej ilości ras. Przy takich hodowlach amatorskich niezbędne jest uczestniczenie w wystawach zwierząt i informowanie o tym wszystkich zainteresowanych. Wiele lokalnych gazet z chęcią zamieści artykuł u kimś z najbliższego otoczenia, kto uczestniczył w wystawach i zdobywał nagrody. Należy tylko poinformować redakcję i udzielić kilku podstawowych informacji. Będzie to promocja i reklama dla fermy jak i propagowanie hodowli.